Rozpustne czarownice w rozedrganym rozkwicie − dialog energetyczny, a nieprzystojny...

 

Za te głośne wspólne jęki i nieobyczajne dźwięki dziękuję Małgosi Kałuzińskiej z pierwszej czakry i serducha, bo uwielbia tego słuchać...

 

Czarownica-rozpustnica I: Małgosia

Czarownica-rozpustnica II: Bożena

 

(Czy przyszłoby Wam do głowy z takimi pytaniami publicznie wyskakiwać?!)

Czarownica-rozpustnica I

Czy ta poza to zachęta,

by rozbudzić impotenta,

co w krzaczorze się ukrywa

i niewidocznego zgrywa???  

(Niewinny trzepot rzęs, bo co ludzie powiedzą… Przecie, jak prawda na wierzch wypłynie, nikt przyzwoity wrót Wytwórni nawet nie uchyli ani na spektakl Małgosiny nie kupi biletu... Ja, Bożena - pamiętajcie! - próbuję jeszcze zapobiec publicznemu wstydowi, w pocie czoła, z głębi swej niewinności)

Czarownica-rozpustnica II

Nie, to poza rozpuszczenia,

słonecznego niemyślenia.

I radości takiej z trzewi,

z afirmacją: niech się krzewi!

(„Reputacja” to niestety słowo obce naturze... I ta niedouczona natura bezwzględnie się o swoje prawa upomina: okrutnie i bez zapowiedzi. I nie chce słyszeć, że to nie fair, nie wypada... W nosie ma bezczeszczenie czci niewieściej, artystycznej i w ogóle człowieczej)

Czarownica-rozpustnica I

Ja tam myśli mam kosmate,

posmyrałam ciało batem.

Troszku się ja zapomniała,

z bólu lekko pobeczała, ojjj...

 

(Nie! Nie damy swej czci zdeptać tak łatwo... My: skromność przede wszystkim! Natura: akurat!...)

Czarownica-rozpustnica II

Wycofuję ciało z ringu,

bo za sprawą ciasnych stringów,

zamiast stawać w szranki z wdziękiem,

muszę się uporać z jękiem,

co sąsiadów z korytarza religijność znów obraża.

(My... oddajemy pole walkowerem... Natura triumfuje, śmiejąc się, tak że pominiemy to milczeniem, bo nawet nie wypada wspominać...)

Czarownica-rozpustnica I

Jęki, krzyki i wybryki

to swawolne elektryki,

co ze trzewi nam tryskają!!!

Niech w sąsiedztwie se gadają!

Czarownica-rozpustnica II

Ach, nie dało się zakręcić,

tego kranu, mimo chęci.

Poszły krzyki, jęki w eter

(aż w szwach puścił z wełny sweter).

A sąsiadka przy drzwiach z uchem

(nic, że piszczę już w poduchę)...

I nerwowo do mnie stuka.

Znów usłyszę, żem jest suka

i zachować się nie umiem,

kiedy ona w swej zadumie

nawiązuje kontakt z Bogiem

tuż za mym rozpustnym progiem…  

Modlitwie wszystkich oburzonych, zniesmaczonym, wstrząśniętych (zmieszanych lub nie)  polecamy szanowną sąsiadkę, która swoim nadejściem zakończyła ten dialog nieprzystojny...

Jakby się dało jakoś nasze konta wyzerować − za sprawą modlitw bądź zwykłej ludzkiej wyrozumiałości − to my się polecamy...

Odwołujemy się do serc Waszych, wielkich, szlachetnych...

I tulimy ciepło z pierwsz... eee... znaczy z siódmej, oczywiście, czakry